Henclewski Nieruchomości

Do 6 kwietnia 2012 r. trwają ( trwały) konsultacje społeczne nad deregulacją zawodów.

Poniżej propozycja rządu dotycząca zarządców nieruchomości:

„Likwidacja licencji oraz zniesienie wymogów wykształcenia, studiów podyplomowych i praktyki zawodowej w zakresie zarządzania nieruchomościami. Jedynymi wymogami wpisu do rejestrów pozostanie pełna zdolność do czynności prawnych i niekaralność za ściśle określony katalog przestępstw. Likwidowana jest odpowiedzialność zawodowa zarządców inna niż sądowa. Utrzymany zostaje obowiązek zamieszczenia przez zarządcę w umowie oświadczenia o posiadaniu aktualnego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone w związku z wykonywaniem działalności.”

Przed napisaniem tego tekstu zrobiliśmy w naszym Oddziale e-mailową dyskusję na temat propozycji rządowych. Warto podkreślić, że członkami naszego Stowarzyszenia IREM są tylko ci zarządcy, którzy oprócz polskich licencji mają amerykański tytuł CPM (Certified Property Manager) co oznacza, że ukończyli ponad 120 godzin amerykańskich szkoleń i zdali bardzo trudne egzaminy. To ludzie ambitni o ugruntowanej pozycji zawodowej. Nie ma wśród nich obrońców licencji w obecnym kształcie.

To co nas martwi, a mnie osobiście oburza, to deprecjacja zawodu zarządcy nieruchomości, która będzie wynikiem zniesienia wymogu jakiegokolwiek wykształcenia. W efekcie może to narazić wielu użytkowników nieruchomości na poważne szkody. Świadomość powyższej deregulacji do szerokich grup społeczeństwa docierać będzie wolno. Dzisiaj zawód „zarządca” oznacza pewien spory zakres wykształcenia i umiejętności. Po deregulacji zarządcą będzie mógł  nazywać się każdy, kto nie był karany za pewne przestępstwa. Także osoba bez żadnego wykształcenia i praktyki. Czy właściciele nieruchomości np. „wspólnoty mieszkaniowe” zawrą z takim „zarządcą” umowę tylko dlatego , że jest tańszy ? Być może tak. Będą wierzyć, że jeżeli ktoś chce wykonywać zawód zarządcy nieruchomości to znaczy, że potrafi nieruchomością zarządzać: zna przepisy prawne, wie kiedy i jakie robić przeglądy, jak rozliczać właścicieli,  jak napisać umowę najmu, jak zrobić budżet na kolejne lata i przygotować plan remontów. Właściciele mają prawo wierzyć, że zarządca nieruchomości choć w podstawowym stopniu potrafi czytać rysunki techniczne i przewidzieć ewentualne zagrożenie wywołane zbyt dużą ingerencją w konstrukcję budynku np. przez zbyt daleko idące adaptacje.

Nic tu nie rozwiązuje stwierdzenie, że to może określać umowa. W umowie stwierdzenia są zbyt ogólne, aby osobie zupełnie nie przygotowanej powierzyć bezpieczeństwo życia i mienia wielu ludzi. Nie można zakładać, że ktoś nieprzygotowany będzie przestrzegał przepisów prawa ( skoro ich nie zna) lub odróżni ścianę nośną od działowej, jeśli w ogóle nie zna tych pojęć.

Deregulacja dokonuje się w imię zmniejszenia bezrobocia. Jestem przekonana, że w  przypadku zarządców nieruchomości zniesienie wymogu wykształcenia przyniesie skutek odwrotny. Zarządzanie nieruchomościami jest zawodem trudnym, interdyscyplinarnym i niezbyt wysoko wynagradzanym, połączonym z dużą odpowiedzialnością osobistą.

Rząd jednym ruchem, chce przekreślić wiele lat trudnej pracy tworzenia systemu kształcenia zarządców i doprowadzić do zamknięcia tego kierunku studiów .Nie obroni się twierdzenie, że nikt nie ingeruje w programy uczelni. Młodzi ludzie nie będą uczyć się zawodu do którego wykonywania nie potrzeba żadnego wykształcenia. Wolą zdobyć kwalifikacje, które w przyszłości dadzą im większą konkurencyjność na rynku pracy.

Rządowa regulacja pozostawia obowiązek posiadania ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone w związku z wykonywaniem działalności. Nie wiem jak firmy ubezpieczeniowe poradzą sobie z określeniem poziomu ryzyka dla „zarządców nieruchomości” bez wykształcenia i praktyki. Dzisiaj punktem odniesienia może być licencja lub praktyka. Po kilku latach działania deregulacji, firmy ubezpieczeniowe i cała grupa zawodowa zarządców nieruchomości mogą mieć z tym problem.

Lidia Henclewska

Ekspert rynku nieruchomości